15 lutego 2014

18 - Patrząc, jak płomienie wzniosą się w noc.

#Zoe
- Jochen?
- Tak, Zo?
- Już jest rano?
Faktycznie zaczynało się rozjaśniać. Mój wzrok rejestrował szczegóły wystroju sypialni Schöpsa. My leżeliśmy na szerokim, miękkim łóżku zaraz przy oknie. Na lewo stała duża komoda, obok niej drzwi prowadzące najprawdopodobniej do łazienki, dalej wielki obraz przedstawiający panoramę Paryża, niewielka szafa na wieszaki i dwa skórzane fotele, a wszystko to utrzymane w białych, zielonych, czarnych i ciemnożółtych barwach.
Szatyn spojrzał w niebo, które z naszego położenia było dobrze widoczne, a ja starałam się unormować oddech. Światło gwiazd zanikało i zaczynało się robić coraz jaśniej. O dziwo z każdą chwilą czułam się jeszcze bardziej niezaspokojona, mimo że na atrakcje i różnorodność sposobów kochania się narzekać nie mogłam.
- Jak widać – mruknął, ziewając. Przewróciłam się na brzuch i podparłam ciężar ciała na łokciach, a następnie pochyliłam się i musnęłam wargami usta Niemca.
- Nie idźmy jeszcze spać – powiedziałam. – Proszę.
Uniósł brwi i kąciki ust, wbijając we mnie spojrzenie swoich zielonych tęczówek.
- Noc się jeszcze całkiem nie skończyła, więc trzeba korzystać – dodałam, uśmiechając się kusząco. Poskutkowało. Zostałam szybko przewrócona z powrotem na plecy. Jedną jego rękę czułam na swoich piersiach, a drugą między nogami. Zaczerpnęłam gwałtownie powietrza i zagryzłam wargi niemal do krwi, głowę odchylając do tyłu.
Zasnęliśmy wraz z pierwszymi promieniami słońca tylko po to, by cztery godziny później się obudzić z obolałym ciałem po całonocnym „dawaniu sobie szczęścia”.
- Zoszka, jesteś okropnie niewyżyta seksualnie, diablico jedna. Tylko jedno ci w głowie.
- No przepraszam bardzo, ale to nie ja podjęłam erotyczny temat wczoraj wieczorem. Nie zwalaj winy na mnie!
- Gdyby nie ty, wyspalibyśmy się choć trochę.
- Źle ci?
- Nie.
- Więc w czym problem?
- No niewyżyta jesteś.
- Powtarzasz się.
- W nocy ci to nie przeszkadzało.
- Dosyć! Ciche dni! No przestań, nie całuj mnie!
Z cichych dni wyszło mniej więcej tyle, co wilkowi ze złapania zająca, czyli nic. Ściślej rzecz biorąc – w ostateczności wylądowaliśmy razem pod prysznicem.

#Malwina
Nie chciałam otwierać oczu obawiając się, że to wszystko jest jedynie pięknym snem. Przeciągnęłam się leniwie w nadziei, że jednak nie tkwię w jakimś przeklętym koszmarze. Świat jeszcze do niedawna miał dla mnie szare barwy. Beznadziejna monotonia. Wstać rano, iść do pracy, wrócić do pustego mieszkania, zasiąść przed telewizorem z miską popcornu lub tabliczką czekolady. Nie, nie. To nie było dla mnie. Dopiero po poznaniu Nikoli, Zoe i Jochena można powiedzieć, że odżyłam. Powróciła ta dawna Malwina z błyskiem w oku oraz głową pełną szalonych pomysłów.
Wciąż z zamkniętymi oczami przeniosłam rękę w miejsce, gdzie jeszcze poprzedniego wieczora leżał Kovacević. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że go tam nie ma. Jedynie pusta, zimna przestrzeń. Westchnęłam cicho. A więc jednak…
- Dzień dobry – zapiał radośnie Serb, ciągnąc za kosmyk moich włosów. – Jak to dobrze, że wróciły do normalnego koloru.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Rzeczywiście pomysł z farbowaniem był nieudany. Przez ostatnich kilka tygodni miałam ciemny kolor włosów, przez co moja cera zdawała się jeszcze bledsza niż normalnie. Do tego nie osiągnęłam oczekiwanego efektu. Nikola w dalszym ciągu chciał ze mną rozmawiać i twierdził, iż nawet ten ciemny odcień mu tak bardzo nie przeszkadza.
- Nie musisz iść na trening? – Zapytałam, przenosząc się do pozycji siedzącej. Nikola potraktował to jako nieme przyzwolenie na to, by znaleźć się zdecydowanie bliżej.
- Chwilowo moje plany są zdecydowanie inne – uśmiechnął się zmysłowo. Dobrze wiedziałam co za chwilę nastąpi i jakoś musiałam się mu wywinąć. – Nie kombinuj – dodał, mrucząc prosto w moje usta. Och, serio?! Teraz jeszcze nauczył się czytać w moich myślach!
Pozwoliłam by mnie całował. Pozwoliłam jego niespokojnym dłoniom błądzić po moim ciele. Pragnęłam doświadczyć prawdziwej rozkoszy, ale przekroczenie tej granicy zdawało mi się być czymś niewyobrażalnym. Mieszkając jeszcze w Szczecinie wyrobiłam sobie wśród znajomych raczej nieciekawą opinię. Jedynie Agnieszka pilnowała, by nikt mnie w jej obecności nie obrażał.
- Nie – szepnęłam, zrywając się z łóżka w chwili, gdy palce Nikoli dotarły do gumki moich majtek. Siatkarz patrzył na mnie. Był zaskoczony – owszem. Ja również zadziwiłam samą siebie. Do tej pory nawet nie przypuszczałam, iż dysponuję silną wolą.
- Myślałem, że…
- Przepraszam – sapnęłam, kierując swoje kroki w stronę łazienki.
Czułam się jak skończona idiotka. Znów. Takiemu facetowi przecież się nie odmawia. Był opiekuńczy, przejął się moim losem i dzięki temu nie musiałam się martwić topniejącymi oszczędnościami. No ale przecież z wdzięczności nie mogłam się z nim przespać, a uczucia były zdecydowanie niedoprecyzowane.
Zerknęłam na własne odbicie w lustrze. Na moich policzkach wciąż widniały różowe rumieńce. Uśmiechnęłam się delikatnie. Mogłam myśleć, że popełniłam największy błąd w swoim życiu, ale przecież wykonałam kolejny krok na drabinie, o której tak wiele mówili terapeuci podczas odwyku. Nie byłam dziwką. Nie sypiałam już z kim popadnie, a do tego potrafiłam się kontrolować.
- Nie chciałem cię urazić – odezwał się Nikola zza drzwi łazienki. – Ale mam dość obchodzenia się z tobą, jak z chińską porcelaną, wiesz?
- Czas, Nikola. Potrzebuję tylko trochę czasu.
Zapewne mruknął coś z niezadowoleniem pod nosem, przewracając przy tym oczami, ale nie chciałam się przejmować jego reakcją. Odkręciłam kurki pozwalając, by ciepła woda wypełniła całą wannę. Odnalazłam płyn do kąpieli o zapachu angielskiej róży. Chwila relaksu. Wreszcie czas tylko dla mnie.

#Zoe
Ciepły oddech musnął moją twarz, a usta odnalazły moje czoło i zatrzymały się tam na krótką chwilę. Uśmiechnęłam się, zaprzeczając teorii Jochena głoszącej, że w dalszym ciągu śpię, i szybkim ruchem ujęłam jego policzki w swoje małe dłonie, zanim zdążył się oddalić. W moich oczach zapewne błyszczały wesołe iskierki, kiedy przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam.
- Zo, ja muszę iść na trening – wymruczał prosto w moje usta. – Proszę, nie utrudniaj mi tego, bo nie wyjdziemy z łóżka do wieczora. Nie wystarczy ci prawie cała doba?
Zaśmiałam się i pokręciłam głową, ale mimo wszystko pozwoliłam mu się odsunąć i zakopałam z powrotem w ciepłej, pachnącej wydarzeniami tej nocy pościeli.
- Malwina przysłała mi wiadomość, że niedługo tu wpadnie do ciebie. Czuj się jak u siebie w domu – powiedział. Trochę mnie jego słowa otrzeźwiły, bo dotarło do mnie, że muszę się ogarnąć przed przyjściem Malwy, więc po wyjściu Niemca podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na zegarek, nie wierząc własnym oczom.
- O mój Boże – westchnęłam niemrawo, zakładając bieliznę. Dochodziła szesnasta, a ja byłam zaspana jak nigdy. Ziewnęłam głośno i wciągnęłam na siebie sukienkę, którą miałam na sobie poprzedniego wieczoru.
Czuj się jak u siebie w domu. Taaak, jasne. A skąd ja mam wiedzieć, gdzie co się znajduje? Czując usilną potrzebę dostarczenia do organizmu kofeiny, udałam się do kuchni w poszukiwaniu kawy. Dwadzieścia minut później usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Cześć, Malwinko – rzuciłam rozmarzonym głosem. Spojrzała na mnie przenikliwie, wchodząc do środka. – Napijesz się czegoś?
- Może herbaty – odparła, siadając przy stole kuchennym. Nastawiłam wodę i rozanielona usiadłam obok niej.
- Co wy robiliście, że jesteś aż taka otumaniona? – spytała, unosząc brwi. Otworzyłam usta, żeby oznajmić jej, że dawaliśmy sobie szczęście, ale po chwili je zamknęłam. – Okej, nie potrzebuję szczegółów.
- Malwa, ja się zakochałam – westchnęłam, podpierając głowę rękami i wbijając wzrok w sufit. Blondynka parsknęła śmiechem i potrząsnęła głową.
- Zośka, ja to zauważyłam już dawno – powiedziała, uśmiechając się. Zmarszczyłam czoło.
- To aż tak bardzo widoczne? – spytałam. Jakoś nie była mi miła myśl, że wszyscy dookoła mogli bez trudu się domyślić, co ja czuję.
- W waszym przypadku tak – przyznała. – A przynajmniej dla osób, które was znają.
Ziewnęłam i przetarłam oczy, patrząc na nią.
- A wy?
- Jacy „my”? – zdziwiła się.
- No ty i Nikola.
Zarumieniła się lekko, co w zestawieniu z jej niby to obojętną miną nie robiło wiarygodnego wrażenia.
- Nie ma nic – odparła krótko. Wywróciłam oczami, mrucząc przeciągłe „jaaaasne”.

#Malwina
Nie mam zielonego pojęcia co we mnie wstąpiło, że zadzwoniłam do mojej ulubionej pizzerii i poprosiłam o giganta z podwójnym serem oraz najlepszym salami jakie mają. Do tego jeszcze zażyczyłam sobie sos czosnkowy, bez którego przecież bym nawet kęsa nie mogła przekąsić. Niestety moja zdolność zapamiętywania adresów kodowana jest w pamięci krótkotrwałej, więc musiałam szybko poprosić Zoe o ulicę oraz numer mieszkania. Przyglądała mi się z uśmiechem, a w oczach widziałam rozbawienie. Och, nie moja wina, że nerwowo reaguję na każdą wzmiankę o potencjalnym Nikola i ja. A powszechnie wiadomo przecież, iż na stres najlepsze jest jedzenie. Najlepiej potwornie niezdrowe. Nie chciałam ciągnąć Włoszki do McDonalda lub KFC (i tak nie wiedziałam gdzie najbliższej restauracji tego typu szukać), więc stanęło na pizzy, która całe szczęście zjawiła się w dwadzieścia minut. Błogosławić brak korków oraz dobrych ludzi rozumiejących kobietę w trudnej sytuacji.
- Niby jak mamy to zjeść? – Jęknęła Zośka, wpatrując się w pięćdziesięciocentymetrową pizzę wielkimi oczami. Ja tam nawet się nie zastanawiałam. Odnalazłam w szafce dwa talerze, zestaw sztućców, a do tego z barku wyciągnęłam butelkę czerwonego, niemieckiego wina, które to zazwyczaj pija się podczas świąt Bożego Narodzenia.
- No jak to jak? – Wzruszyłam obojętnie ramionami po przeżuciu pierwszego kęsa. – Gryziesz, połykasz i powtarzasz tą czynność tak długo, aż w kartonie pozostaną jedynie tłuste plamy.
Niecałe dwadzieścia minut później zamek w drzwiach szczęknął cicho, czego żadna z nas rzecz jasna nie usłyszała. Zbyt pochłonięte rozmową i śmianiem się zupełnie zapomniałyśmy, że mieszkanie należy do Jochena, który zapewne zechce wrócić tutaj zaraz po skończonym treningu. Ale czy musiał zabierać ze sobą jeszcze Nikolę? Jego sceptycznie uniesione brwi oraz ironiczny uśmieszek wcale nie były potrzebne. Nie w tej chwili. Mógł grzecznie wrócić do siebie, tam na mnie poczekać, bo przecież – do cholery – teraz mieszkamy razem!
- Gruba będziesz – szepnął Serb, zajmując miejsce obok mnie. Warto jeszcze dodać, iż był to całkiem spory fotel, w którym ja się spokojnie mieściłam i jeszcze mogłam się wygodnie rozsiąść, kiedy jednak Nikola wcisnął obok swój zgrabny tyłek to właściwie nie miałam innego wyjścia, jak przenieść się na jego kolana.
- Jak będę gruba, to przynajmniej się ode mnie odczepisz – prychnęłam, wystawiając po chwili język.
- Nigdy się mnie nie pozbędziesz – szepnął, wplątując palce w moje włosy.
- Jeszcze zobaczymy – odparłam bez cienia entuzjazmu, ani uśmiechu i skupiłam całą swoją uwagę na kawałku pizzy, który tylko czekał aż go pochłonę.
Kolejną godzinę spędziliśmy we czwórkę na rozmowie oraz drobnych uszczypliwościach. Jochen wściekał się za każdym razem, kiedy nazywałam go Jośkiem Szłepsem. Nikola natomiast wpadł na pewien genialny pomysł, jakim była podwójna randka. Niestety nie zdążyłam przywalić mu w głowę pustym kartonem od pizzy, a wszelkie moje zaprzeczenia na temat, że zupełnie nic nas nie łączy prócz przyjaźni zdały się na nic. Josiek z całą pewnością znał już od Kovacevicia podkolorowaną wersję naszej relacji, ale kiedy Zoe próbowała rzucić na ten temat jakąś uwagę stwierdziłam, iż czas najwyższy na powrót do domu.

- Jesteś na mnie zła? – Zapytał Nikola, zajmując miejsce za kierownicą. Prychnęłam cicho. – Okej, więc jesteś.

Odautorsko:
Kaś - trochę nas tutaj nie było. Czy wrócimy na dobre? Tego obiecać nie mogę. Będziemy się starać. I może raz na miesiąc coś poczytacie? :)

3 listopada 2013

17 - Próbujesz mnie ratować, przestań wstrzymywać oddech

#Malwina
- Wyglądasz na zadowoloną – stwierdził Nikola znad kartonu, do którego pakował właśnie moje książki. A przyznać trzeba, że było ich całkiem sporo. Może przez kilka ostatnich lat nie byłam grzeczną dziewczynką, ale lubiłam zatracać się w dobrej lekturze. Nikt nie bronił. W szczególności na odwyku, na którym spędziłam dwa miesiące. Wtedy to właśnie książki uratowały mnie przed utratą zmysłów. Tam było zbyt wiele cierpienia, które wlewało się również do mojego umysłu.
Wzruszyłam ramionami, nie mogąc przestać się uśmiechać. Do torby sportowej wrzucałam swoje ubrania. Dobrze wiedziałam, że tego typu odpowiedź – a raczej jej brak – nie spodoba się Serbowi. Wrzucił kilka książek do kartonu, podszedł do mnie i brutalnie zmusił, bym spojrzała mu prosto w oczu. Tak, ta brutalność ograniczyła się do uniesienia mojej brody dwoma palcami.
- Stało się coś? – Nikola przyglądał mi się uważnie, przekręcając przy tym głowę w zabawny sposób. – Od kiedy cię spotkałem, jeszcze nigdy nie zdawałaś się taka… szczęśliwa.
- Nie?
- Może za wyjątkiem tego, jak byłaś pijana.
Nachmurzyłam się nieco. Nie przypuszczałam, że będzie mi w dalszym ciągu to wypominać. Upijam się tylko raz na jakiś czas, a przynajmniej od przyjazdu do Rzeszowa. Podobno każdy człowiek ma prawo do rozrywki.
- Oj przepraszam. – Siatkarz dźgnął mnie w bok. Znów zaczęłam się uśmiechać, a Nikola wyglądał na zadowolonego. – Odpowiada mi ta radośniejsza wersja Malwiny.
- Fajnie – mruknęłam prawie w jego usta. – Jeśli jednak chcesz mieć mnie w swoim domu już dzisiaj, to lepiej się pospiesz. Sporo tego pozostało, a czasu coraz mniej.
Nikola niechętnie się ode mnie odsunął i zabrał za dalsze pakowanie książek. Na dłuższą chwilę zawiesił wzrok na granatowej okładce 50 Twarzy Greya. Kącik ust uniósł w dwuznacznym uśmieszku.
- Czytałaś to? – Z każdą sekunda jego uśmiech stawał się coraz szerszy. Śmiechem wybuchnął dopiero w chwili, gdy nieśmiało przytaknęłam. Nie wolno mi już czytać tego typu książek? Przecież to nie zbrodnia.
- Och, już chyba bym wolała żebyś pakował moją bieliznę – warknęłam, ze złością wrzucając kolejne części garderoby do torby.
- A mogę?
Przewróciłam oczami.
- Zapomnij.

#Zoe
- Zośka, gaz. Ubieraj się.
Odwróciłam się od zlewu, w którym stała cała fura brudnych naczyń, i spojrzałam na Malwinę. Blondynka zmierzyła mnie wzrokiem i chwyciwszy za rękę, zaciągnęła do mojego pokoju, po czym zabrała się za przeszukiwanie mojej szafy. W końcu wydała z siebie tryumfalny okrzyk i rzuciła we mnie niebieską sukienką w kwiatki oraz białym sweterkiem.
- Uhm – mruknęłam, kiwając głową. – O co chodzi?
- Nie pytaj, tylko ubieraj się, umaluj i chodź ze mną – odparła. Westchnęłam i chcąc nie chcąc jej posłuchałam.
Przygotowanie się nie zajęło mi dużo czasu – zaledwie piętnaście minut. Przez cały czas błagałam Malwinę, żeby powiedziała mi, co się dzieje, ale ona pozostawała nieugięta, cały czas powtarzając, że dowiem się w swoim czasie. Mrucząc coś pod nosem, wsiadłam do jej samochodu. Jechałyśmy uliczkami Rzeszowa w kierunku galerii Nowy Świat, a w końcu Malwa zatrzymała się pod blokiem, który wyglądał znajomo. Bo przecież już raz tu byłam. Zamrugałam oczami, a blondynka tylko rozkazała mi wyjść. Krótko po tym, jak zamknęłam drzwi auta, ona odjechała.
Śnieg sypał i opadał na moje włosy. Wsunęłam dłonie do kieszeni i ruszyłam w stronę wejścia do klatki. W drzwiach wyminęłam się z jakimś facetem, więc nie musiałam naciskać domofonu. Jochen mieszkania nie zamknął, więc weszłam do niego po cichu, przekręcając za sobą klucz. Delikatnie stąpając po miękkim dywanie, skierowałam swoje kroki do kuchni, z której dobiegał nieziemski aromat.
- Dzień dobry panu – powiedziałam, wsunąwszy głowę do środka. W zasadzie od wczoraj się prawie nie widzieliśmy, bo ja nocowałam u Malwiny, kiedy wróciłam, jego nie było, a później, gdy przyszedł z treningu, ja poszłam do swojej szkółki.
- Och. – Niemiec poskrobał się po głowie, chyba zaskoczony moim wczesnym przybyciem. – Już jesteś?
- Też się cieszę, że cię widzę – mruknęłam, unosząc jeden kącik ust w górę. – Pomóc?
- Nie, nie – powiedział, gwałtownie gestykulując rękami. – Ja już kończę.
Uwielbiałam spaghetti. Moja mama często robiła je na obiad z pysznym sosem własnej roboty. Miałam przyjemność kosztować tej potrawy również w wielu restauracjach, ale nigdzie nie była taka pyszna jak właśnie u mamy. Nigdy się z taką nie spotkałam. Aż do teraz. Sos Jochena, który oczywiście sam przyrządził, przywodził mi na myśl mój rodzinny dom. Siedzieliśmy przy stole, na którym ciepłym płomykiem jaśniały świece, i delektowaliśmy się swoją obecnością, kosztując jej cały czas po odrobinie.  Założyłam nogę na nogę, uśmiechając się wdzięcznie do Niemca. Jego tęczówki błyszczały w słabym świetle, a ich spojrzenie przyprawiało mnie o szybsze bicie serca.

#Malwina
W prawdzie nie miałam zielonego pojęcia co ten Josiek Szłeps kombinował, ale skoro chciał bym dostarczyła Zoe do jego domu – rola posłańca wcale mi nie przeszkadzała. Miałam przynajmniej okazję przejechać się wypasionym samochodem Nikoli, który pożyczył mi niechętnie. Mocno niechętnie. Według niego kobiety chyba nie najlepiej sprawowały się za kółkiem. Ja wiem, że nie jeździłam przez ostatnich kilkanaście miesięcy, ale tego przecież się nie zapomina. Poza tym ten samochód prawie sam jeździł! Siedzenie za kierownicą było czystą przyjemnością.
Powracając do swojego mieszkania (prawdopodobnie ostatni raz) miałam nadzieję, że Nikola nie zdążył jeszcze niczego zmajstrować. Chociaż mogłam się po nim już wszystkiego spodziewać. Przez blisko dwie godziny nie mógł sobie darować podtekstów dotyczących czytania książek pokroju Greya. Próbowałam jakoś ukrócić jego fantazje. Niestety każde, kolejne słowo zdawało się być coraz gorsze.
- Ale na serio nigdy nie myślałaś o tym, by czegoś podobnego spróbować? – Zapytał, szczerząc się przy tym radośnie, kiedy ustawialiśmy kolejne kartony pod ścianą w przedpokoju. – No przecież musi cię kusić, prawda?
- Nawet jeśli, to nie twoja sprawa – odparłam, obrzucając siatkarza mrocznym spojrzeniem. – Jakie to szczęście, że nie będziemy dzielić jednej sypialni.
- Kto ci tak powiedział?
Uniosłam brew. W prawdzie nie rozmawialiśmy do tej pory, ale nie przypuszczałam, by Nikola chciał się spieszyć. Właściwie, to zaczynałam traktować go w swoich kategoriach. Niepotrzebnie sądziłam, iż myślimy w taki sam sposób. Owszem, spaliśmy już w jednym łóżku i było to całkiem miłe wspomnienie, ale wtedy byłam nieco pijana.
- Nikola, no przecież nie przeprowadzam się by z tobą sypiać – mruknęłam, wbijając wzrok w panele podłogowe. Serb z całą pewnością źle odczytał moje emocje, bo natychmiast znalazł się obok i mocno mnie przytulił.
- Musisz przestać myśleć o sobie w ten sposób. Jesteś fantastyczną dziewczyną, której nie chce się tylko przelecieć. Jedna noc to dla mnie zdecydowanie za mało. – Zaśmiał się, parszywy złośliwiec. Wbiłam mu palec w żebra. – Och, no przepraszam, ale ten twój brak pewności siebie zaczyna mnie zadziwiać. Do tej pory uważałem ciebie za twardą dziewczynę i w dalszym ciągu to szanuję, bo wiem, że w głębi serca taka jesteś.
Jego dłoń powędrowała na moją klatkę piersiową. Byłam prawie pewna, że nie chodzi mu wcale o wyczucie bicia mojego serca. Ponownie zmroziłam go spojrzeniem, odsuwając się nieznacznie.
- Przeginasz.
- Przepraszam. – Pięknie się uśmiechnął, to wybaczyłam. – Ale uwierz mi, że jesteś fantastyczną dziewczyną, którą po prostu chce się ko… - zamilkł na krótką chwilę. – Przytulić.
Ponownie znalazłam się w silnym uścisku jego ramion. Nikola był w stanie zapewnić mi wszystko, czego chciałam – bezpieczeństwo. Tak, rzeczywiście, nie mam zbytnio wygórowanych wymagań. Cieszyłam się również, że nie powiedział tego, co prawdopodobnie miał na myśli. Chciał mnie pokochać? O Panie! Lepiej, żeby tego nie robił.
- Czy możemy kontynuować? Bo jak tak dalej pójdzie, to do jutra się nie przeprowadzę.
Nikola nachylił się i delikatnie musnął moje wargi. Nie zamierzał pytać o pozwolenie. Ja już prawie należałam do niego, co – o dziwo – jednak zaczynało mi się podobać.

#Zoe
Z każdym wypowiedzianym przez niego słowem robiło ni się coraz bardziej gorąco, a oddech stawał się cięższy. Przełknęłam ślinę, kiedy podniósł na mnie wzrok. Na ustach miał zniewalający uśmiech, przez który serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Odłożyłam na blat lampkę z winem.
- Zo, czym dla ciebie jest seks? - zapytał nagle. Najpewniej spłonęłam rumieńcem, szukając punktu, w którym mogłabym zaczepić swój wzrok. Byle tylko nie jego oczy!
- Nie wiem - wyjąkałam, wgapiając się w swoje paznokcie. - Aktem nieświadomości, przyjemnością fizyczną... - dorzuciłam niepewnie po chwili. Wiedziałam, że w tej chwili czyta ze mnie jak z otwartej książki.
- Nigdy nie robiłaś tego z kimś, kogo naprawdę kochałaś? - spytał. Niechętnie pokiwałam głową, tłumacząc, że nie miałam na to okazji, i drgnęłam, gdy opuszkiem pałac dotknął mojej ręki. - Wielka szkoda.
- A ty, Jochen? - obruszyłam się, chowając dłonie pod stołem. - Ile już kobiet w swoim życiu kochałeś? - Podniosłam na chwilę wzrok, żeby dostrzec nonszalancki uśmiech zdobiący jego twarz.
- Niezależnie od tego, Zo, mogę ci przysiąc, że wiem, co to miłość - powiedział, odchylając się do tyłu na krześle. - A seks z miłości jest najpiękniejszym możliwym przeżyciem, jest dawaniem sobie szczęścia, łączeniem się, zespalaniem - nie tylko w jedno ciało, ale i duszę. Masz sos na nosie.
Porwał leżącą na stole chusteczkę i pochylił się nad stołem, żeby chichocząc, zetrzeć nieproszonego gościa z mojej twarzy. Doskonale wyczułam moment, kiedy zatrzymał palce dłużej na moim policzku, a kciukiem musnął wargę, która momentalnie zadrżała. Przymknęłam oczy i ku jego zaskoczeniu zerwałam się z miejsca. Intuicyjnie odnalazłam jego sypialnię. Zatrzymałam się na środku pomieszczenia, mrugając oczami i dając im szansę ma przyzwyczajenie się do ciemności, po czym odwróciłam się z powrotem w kierunku drzwi. Jochen opierał się swobodnie o framugę, patrząc na moją rozpaloną twarz. Trzęsłam się jak osika, a on tylko się przyglądał. Rozłożyłam ręce i wymusiłam uśmiech, który przyszedł z trudem przez moje zniecierpliwienie.
- Proszę bardzo - rzuciłam cicho. - Jestem twoja.
Podszedł do mnie powoli i chwycił moje dłonie, którymi starałam się szybko i nieudolnie rozpiąć guziki mojego delikatnego, białego sweterka. Uniósł je do ust i pocałował, po czym sięgnął ręką za moją głowę i rozpuścił mi włosy.
- Nie śpieszmy się, Zo - szepnął mi do ucha, przygryzając jego płatek. Poczułam, jak miękną mi kolana. - Tu nie ma miejsca na pośpiech.
Moje rozgorączkowanie nagle się gdzieś ulotniło. Jochen usiadł na łóżku i pociągnął mnie na swoje kolana. Musnął ustami moją szyję, a ja zaśmiałam się cicho, bo jego oddech łaskotał moją skórę. Ujęłam twarz Niemca w swoje małe dłonie i oparłam czoło na jego czole, patrząc mu prosto w oczy.
- Daj mi to szczęście.
Poznawaliśmy się powoli, bez pośpiechu, bo tu na pośpiech miejsca nie było. Przysiadłam na stopach, wstydliwie próbując zakryć ciało rękami przed krępującym spojrzeniem Jochena. Chwycił mnie za nadgarstki i odciągnął moje dłonie, kręcąc głową, po czym przejechał palcami po moich ramionach. Westchnęłam.
- Idealna - stwierdził.

Każdy dotyk, zetknięcie się ze sobą dwóch rozpalonych ciał, każdy dreszcz podniecenia, każde spotkanie spragnionych siebie warg, przygryzienie skóry, westchnienie, każdy subtelnie zaznaczony, wilgotny skąd, jęk rozkoszy - wszystko to było drogą z profanum do swoistego sacrum, podczas której straciliśmy to, co było zbędne, a wszelkie bariery zostały zdegradowane. Zostaliśmy tylko my dwoje w naszym intymnym, hermetycznym świecie, do którego nikt nie miał wstępu.

15 sierpnia 2013

16 - wszystko trzeba odkryć samemu

#Zoe
- Malwina! – krzyknęłam. Blondynka obróciła się w moją stronę. Siatkarze zniknęli w szatni, a my zostałyśmy ładnie wyproszone przez ochroniarzy do korytarza. Blondynka bezbłędnie odczytała mój wzrok.
- Weź nawet o tym nie wspominaj – jęknęła, zakrywając twarz dłońmi. Widziałam rumieniec na jej twarzy, który chciała ukryć. Podeszłam i przytuliłam ją.
- Ja się cieszę, ogromnie się cieszę – powiedziałam, po czym się odsunęłam.
- Hej, póki co to jeszcze nic nie znaczy...
Prychnęłam wściekle, krzyżując ręce na piersiach.
- Jasne – wywróciłam oczami. – Ja w to nie wierzę. Hm, Malwa, to może ty jednak się do niego przeprowadzisz...? – zapytałam.
- Na razie nie wiem nic. Mam mętlik w głowie – powiedziała cicho i utkwiła wzrok gdzieś ponad moją głową. – O, cześć Josiek!
Usłyszałam ciężkie westchnienie. Znając Niemca, pewnie chciał mnie przestraszyć, a Malwina pokrzyżowała mu plany, uśmiechając się złowieszczo. Spojrzałam przez ramię na siatkarza i posłałam mu tryumfalny uśmiech.
- Idziemy? – zapytał.
- Idziemy.
Pożegnałam się z blondynką i ruszyłam za Jochenem w stronę drzwi. Zamknął moją dłoń w swoim uścisku, jakby bał się, że zaraz mu ucieknę. Otworzył przede mną drzwi swojego samochodu, po czym sam wsiadł i ruszył z parkingu. Przez chwilę milczał, zagryzając wargi.
- No co?
- Wolisz nie wiedzieć – odparł, przełykając ślinę.
- Jochen, powiedz – poprosiłam, kładąc mu rękę na udzie. Zahamował gwałtownie przed przejściem dla pieszych i strzepnął moją dłoń.
- Co chcesz wiedzieć? To, że jak tak dalej pójdzie, nie wytrzymam i wylądujemy w łóżku?
Wstrzymałam oddech, spoglądając przed siebie. Nagle zrobiło mi się gorąco, mimo że klimatyzacja nie była włączona.
- Jochen...
- Przepraszam, Zoe. Nie chciałem, żeby to od razu tak wyszło, ale... Jesteś spełnieniem moich marzeń, Zoe, ciężko mi się hamować.
- Więc tego nie rób.
Gwałtownie obrócił głowę w moją stronę, obejmując wzrokiem całą moją twarz, a dłużej zatrzymując go na ustach. Poczułam, że oddech mój stał się cięższy.
- Nie wiesz, co mówisz – prychnął, ale w jego głosie wyczułam chyba jakąś nutkę radości. Malutką, ale jednak. Odwrócił wzrok, skupiając się na jezdni.
- Wiem – odparłam i przeczesałam włosy palcami, uśmiechając się pod nosem. – Bardzo dobrze wiem, co mówię.

#Malwina
Oparłam się plecami o ścianą, twarz ukrywając w dłoniach. Za wszelką cenę próbowałam powstrzymać łzy, które jakoś tak same cisnęły się do oczu. Co ja miałam teraz zrobić? W głowie miałam potworny mętlik. Powiedziałam Nikoli, że się do niego przeprowadzam. Do tego zgodziłam się, by mnie tak zupełnie bezkarnie pocałował. O Boże… To wszystko nie tak miało wyglądać. Skoro Resovia przegrała ten przeklęty mecz z Bełchatowem, mogłam zostać w swoim mieszkaniu bez zbędnych wyrzutów sumienia. Teraz natomiast miałam ich aż nadto.
Powoli osunęłam się na podłogę. Oddychałam głęboko w nadziei, że łzy same przestaną płynąć. Nic z tego. Pociągałam nosem coraz głośniej, czując się przy tym jak skończona idiotka. Zośka mi gratulowała. Po minie Jochena stwierdziłam, iż nawet on jest zadowolony z takiego obrotu sytuacji. Otóż, do wiadomości wszystkich: Nie jestem szczęśliwa! Chociaż na początku tak właśnie uważałam. Nikola był cudowny, troskliwy. Mogłabym się przecież w kimś takim zakochać. Jeśli jeszcze do tej pory zakochana nie byłam…
- Hej, mała. – Drgnęłam niespokojnie, czując na sobie pytający wzrok Kovacevicia. Nie mogłam spojrzeć mu prosto w twarz i powiedzieć, że to wszystko powiedziałam i zrobiłam z litości. Tak, było mi go żal, że przegrał ten mecz, a do tego musiał przyznać się przed kolegami, iż nic go w rzeczywistości ze mną nie łączy.
Gładził mnie po ramieniu. Podobał mi się ten czuły dotyk.
- Zostaw mnie – mruknęłam, aczkolwiek bez większego przekonania. Nikola zamarł na krótką chwilę, by wreszcie mocno mnie przytulić. – Prosiłam, byś mnie zostawił.
- Nie mogę, Malwina – oznajmił to tak poważnym tonem, że zwyczajnie nie mogłam na niego nie spojrzeć. Przyglądał mi się uważnie. W jego oczach widziałam prawdziwy opór oraz pragnienie. Nie, nie było ono czysto fizyczne. Za tym kryło się coś więcej. Pragnął, bym podzielała jego uczucia. Chciał razem ze mną stworzyć szczęśliwy związek, w którym wszystko będzie się doskonale układać. Było jeszcze wahanie. Nie wiedział, czy jestem na to gotowa. Oczywiście, że nie byłam! W dalszym ciągu myślałam o Dominiku, który chyba mnie porzucił bez słowa.
- Zamieszkasz ze mną?
- Nie chcę stać się od ciebie zależna. Możesz teraz się za mną uganiać, obiecywać gruszki na wierzbie, a za miesiąc lub dwa wszystko pewnie się zmieni. Znudzisz się, będziesz mieć dość.
- Nie mam pojęcia Malwina, kto ciebie tak skrzywdził, ale boli mnie ta opinia, jaką sobie wyrobiłaś.
Rzeczywiście dość niesprawiedliwie potraktowałam Nikolę jak każdego innego faceta. Może jednak zdarzają się wyjątki?
- Zamieszkam z tobą – mruknęłam po krótkiej chwili, wierzchem dłoni ocierając ostatnie łzy. Kovacević delikatnie musnął mój policzek. – Ale pozwól spędzić mi tą ostatnią noc w swoim mieszkaniu.
- No skoro musisz – Nikola przewrócił oczami, uśmiechając się przy tym serdecznie. Podniósł się z podłogi, podając mi po chwili dłoń, z której pomocą również stanęłam na nogi. – Chodź, podrzucę cię do domu.

#Zoe
Kręciłam się niespokojnie po mieszkaniu. Niczego już nie byłam taka pewna, bo bałam się, że – podobnie jak w wielu przypadkach – seks wszystko zepsuje, nie będzie już między nami tego, co jest aktualnie... I uciekłam, zabierając ze sobą wszystkie swoje wątpliwości.
- Malwina? Jesteś w domu? – spytałam cicho, żeby Jochen, który okupował łazienkę, mnie nie usłyszał. Wyszłam z mieszkania i delikatnie zamknęłam drzwi. Wcześniej na kartce napisałam mu, żeby się o mnie nie martwił, i położyłam ją na stole.
- Tak. A co?
- Zaraz u ciebie będę – oświadczyłam, zbiegając po schodach. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam z parkingu. Było już późno, ale dobrze wiedziałam, że Malwie to nie przeszkadza. Gdy dotarłam do jej mieszkania, a ona otworzyła mi drzwi, spostrzegłam, że płakała. – Co się stało?
Westchnęła cicho i zabrała się do zaparzania dla nas herbat. W końcu usiadła na kuchennym blacie i poklepała dłonią miejsce obok siebie. Wgramoliłam się tam i zacisnęłam palce na gorącym kubku.
- Nie wiem, co robić – powiedziała. – To już pewne, że przeprowadzam się do Nikoli, ale... – zawahała się, zapewne szukając właściwych słów. – Boję się trochę, wiesz? – mruknęła i spuściła głowę. Nagle zrobiło mi się jej żal. U niej sytuacja wyglądała inaczej. W moim przypadku... Cóż, niewiele miałam do gadania, gdy Jochen się do mnie wprowadził, zwłaszcza że zrobił to w okresie, kiedy nie mogłam sobie z niczym poradzić. Malwina za to przeprowadzała się do Kovacevicia z własnej woli, a w głębi serca jeszcze pewnie trochę liczyła na to, że Dominik wróci. A może już nie?
- Malwa – zaczęłam. Spojrzała na mnie niepewnie. – Przecież on ci nic nie zrobi. Nikola nie gryzie! A poza tym, wiem doskonale, że cię do niego ciągnie.
To było tak oczywiste, że nie próbowała zaprzeczać. Oparła się tyłem głowy o wiszącą za nią szafkę i upiła łyk herbaty.
- Zośka, a możesz mi powiedzieć, dlaczego... – urwała. Jej wzrok powędrował na mój nadgarstek, a ja momentalnie wstrzymałam oddech, po czym gwałtownie pokręciłam głową.
- Nie, Malwa, proszę – powiedziałam drżącym głosem. - Ja nie chcę... Nie chcę o tym rozmawiać. A ty nie chcesz tego wiedzieć.
Między nami zapadło milczenie. Wpatrywałam się w ciemność za oknem i snułam rozmyślania na byle jakie tematy. W końcu Malwina zeskoczyła z blatu i odłożyła kubek do zlewu.
- Mogę u ciebie przenocować? – spytałam. Odwróciła się w moją stronę i uniosła brwi pytająco.
- Pokłóciliście się?
- Nie – odparłam, podążając w jej ślady. – Ale muszę pewne sprawy przemyśleć, zanim wrócę.
Za co ją najbardziej lubiłam? Za to, że nie wnikała na siłę. Jeśli nie chciałam mówić, nie zmuszała mnie do tego, tylko próbowała pomóc. Teraz również tak było. Zgodziła się na moje towarzystwo i nie oczekiwała na jakieś wyjaśnienia.

#Malwina
Tej nocy praktycznie nie zmrużyłam oka. Ciągle irytował mnie fakt, że tak łatwo podjęłam decyzję o przeprowadzce. Nie chciałam tego! A może jednak? Nikola był pierwszym facetem, któremu nie chodziło tylko o jedno. W dodatku był całkiem porządny. Siatkarz, wysportowany i z całą pewnością po głowie nie chodziły mu żadne nielegalne używki. Jego zupełnym przeciwieństwem był Dominik. Nie dość, że koleś nigdy nie dbał o to, co się ze mną dzieje, to jeszcze zdawał się zacząć zupełnie nowe życie w tych całych Stanach. Och tak, powinnam zapomnieć o nim na dobre.
Kiedy na zegarze wskazówki ułożyły się tak, że wskazywały godzinę siódmą, zdecydowałam się zwlec z łóżka i nieco uzupełnić zapasy w lodówce. Zapewne Nikola oczekiwał ode mnie natychmiastowego spakowania swoich manatków, ale jakoś musiałam nakarmić Zoe, która w dalszym ciągu smacznie spała w moim łóżku. Tak, chyba obie znów potrzebowałyśmy tego babskiego wieczorku. I nie ważne, że piłyśmy tylko herbatę oraz głównie milczałyśmy. Czasem fajnie przecież tak pomilczeć w żeńskim gronie. Żaden wścibski facet nie próbuje się dowiedzieć o co chodzi.
Po cichu opuściłam mieszkanie. Całe szczęście całkiem niedaleko mojego mieszkania mieścił się sklep spożywczy. Nie musiałam więc podejmować decyzji o poważnej eskapadzie. Kto by pomyślał, że pół metra śniegu potrafi spaść w ciągu jednej nocy. Przeklinałam te pogodowe anomalie oraz brak odśnieżonych chodników.
- No co za porażka – warknęłam, o mały włos się nie przewracając. Całe szczęście zachowałam równowagę.
- Hej Malwa.
Och, no pięknie. Do tego jeszcze zaczynam mieć omamy słuchowe. Przez krótką chwilę wydawało mi się, że… Zamarłam, podnosząc wzrok na faceta stojącego przede mną. Nie zmienił się. W dalszym ciągu jego włosy były nieco przydługie, oczy błyszczały radośnie bez względu na sytuację, a w prawym uchu widniał kolczyk. Kiedyś te wszystkie detale mi się podobały. O Boże, ja szalałam za tym facetem pomimo, że na przemian próbował mi pomagać i wciągać mnie w bagno.
- D-dominik? – Wyszeptałam, nie będąc w stanie powiedzieć nic więcej. Chłopak uśmiechnął się szeroko. Gdyby nie ta gruba warstwa śniegu pewnie podbiegłby do mnie, pochwycił w swoje ramiona i pocałował. Teraz natomiast błogosławiłam biały puch. Nie, nic już nie było jak dawniej.
- Ale co ty tutaj robisz? – Wydusiłam wreszcie. – Myślałam, że siedzisz w Stanach, próbując o mnie zapomnieć.
- Malwa, przepraszam. – Och, tego to akurat się nie spodziewałam. – Skosztowałem tam zupełnie innego życia. Pomyślałem, że jeśli będę milczeć, to kiedyś o mnie zapomnisz.
- Poznałeś tam kogoś – mruknęłam. No Einsteina do tego stwierdzenia nie było trzeba.
- Tak – przyznał Dominik niechętnie, dodając po chwili: - Ale to był błąd! Ty jesteś moim całym życiem i kiedy to do mnie dotarło pomyślałem, że zasługuję na drugą szansę…
- Na drugą… co proszę? – Posłałam Dominikowi ironiczny uśmiech. – Zjawiasz się nagle, naskakujesz na mnie na ulicy i wierzysz, że tak po prostu dostaniesz drugą szansę? Czy ty w ogóle na nią zasługujesz? Chyba coś ci się pomyliło.
Miałam nadzieję, że sobie odpuści. Postanowiłam kontynuować wyprawę do sklepu po zakupy. Dominik szedł za mną. Ciągle próbował mnie przepraszać, czego miałam serdecznie dość. Niepotrzebnie traciłam czas z kimś takim. Żyłam zamknięta w nie-idealnym świecie. A wystarczyło jedynie dopuścić do siebie Nikolę, by poglądy zmienić o sto osiemdziesiąt stopni.
- Dominik, weź się wreszcie zamknij – warknęłam, gdy znów dotarliśmy w okolice mojego bloku. – Mam już kogoś i totalnie nie obchodzą mnie twoje przeprosiny.
- Masz kogoś?
- Tak, mam.
To było jedynie lekkie nagięcie prawdy. Bo przecież nie miałam chłopaka. Nikola nigdy mnie nie poprosił byśmy tworzyli parę, a ja nigdy się na to nie odważę. Lepiej nie niszczyć tego, co jest między nami, bo przecież przyjaźń to równie piękna sprawa.
Odwróciłam się na pięcie, otworzyłam drzwi prowadzące na klatkę schodową i poczułam, że wreszcie pozostawiłam przeszłość za sobą.

11 lipca 2013

15 - nie bój się bać, gdy chcesz - to płacz

#Malwina
- No i co masz zamiar z tym zrobić? – Zapytała Zoe, zbierając swoje rzeczy z biurka. Ja, wykorzystując tą chwilę, postanowiłam rozejrzeć się po miejscu pracy Włoszki. Niby taka zwykła sala. Stolik, kilka krzeseł, biurko. W takich właśnie miejscach ludzie lubią uczyć się języków. Nie czują się zamknięci w jakiejś typowej szkole. Przynajmniej ja bym się skusiła na tą szkołę. A mając za nauczycielkę Zoe Moretti, to już w ogóle bym się nie zastanawiała.
- Przecież się do niego nie przeprowadzę – mruknęłam, wreszcie skupiając całą swoją uwagę na ciemnowłosej. Oparłam się tyłkiem o stolik, przy którym jeszcze kilka minut temu siedzieli uczniowie. – Nie znam Nikoli na tyle dobrze, by się od razu do niego przeprowadzać. Poza tym nie mam zamiaru być jego utrzymanką! Co on sobie wyobraża?!
- Oddychaj Malwina – rzuciła Zoe ze śmiechem, a ja zmroziłam ją spojrzeniem. – No dobra, przepraszam. Pewnie na twoim miejscu postąpiłabym tak samo.
- Więc byś się nie zgodziła?
Rozłożyła bezradnie ręce.
- Pewnie musiałabym się nad tym poważnie zastanowić.
Zastanawiam się już od kilkudziesięciu godzin, ale jasna odpowiedź jeszcze się nie wykrystalizowała. Praktycznie co pięć minut zmieniałam zdanie. Rozpatrywałam wszystkie wady i zalety. Z niechęcią przyznaję, iż więcej tych drugich. Pewnie każda dziewczyna na moim miejscu natychmiast spakowałaby swoje walizki i z ochotą przeniosła się do Nikoli. Ja jednak ceniłam sobie w życiu niezależność, a ten przeklęty siatkarz najwidoczniej zdawał się tego w ogóle nie zauważać. Jestem prawie jak kot – lubię chodzić własnymi ścieżkami.
Razem z Zo opuściłam budynek, w którym mieściła się szkoła języków obcych i pomimo mrozu oraz śniegu, ruszyłyśmy w stronę Podpromia. Kolejny mecz. Nie chciałam się na nim pojawiać. Najchętniej zaszyłabym się we własnym łóżku, nakryta grubą pierzyną z kubkiem gorącej herbaty z sokiem malinowym. No ale słowo się rzekło i przyjść musiałam. Przy okazji obiecałam do końca meczu dać Kovaceviciowi odpowiedź. Pięknie się wkopałam.
- Malwina, ty pod samochód chcesz wpaść? – Syknęła Zoe, chwytając mnie za ramię i ciągnąc do tyłu. Tak się skupiłam na majaczącym w oddali Podpromiu, że o mały włos nie weszłam na pasy przy czerwonym świetle.
- Przynajmniej bym nie musiała podejmować tak ważnej decyzji – odpowiedziałam z cichym westchnięciem – Zo, ja na serio nie wiem co zrobić.
- A ja chyba mam pomysł, jak rozwiązać twój problem. – Jej tajemniczy uśmiech jakoś wcale nie napawał mnie radością i optymizmem. – Powiedz, że jeśli wygrają dzisiejsze spotkanie, to z nim zamieszkasz. Będzie to z korzyścią dla całej drużyny, bo zacznie się starać.
- O ile w ogóle trener wpuści go na boisko – zauważyłam.
Kiedyś już miałam okazję postawić Nikoli podobne ultimatum. Wtedy jednak nie dotyczyło to tak ważnej sprawy, jak wspólne mieszkanie. Okej, Zoe z Jośkiem jakoś sobie radziła. Oni jednak zaczęli swoją znajomość nieco inaczej. A do tego chyba łączyło ich coś więcej niż tylko zwykła przyjaźń. Znaczy się ekspertem w kwestii uczuć nie jestem, ale na sam dźwięk jego imienia widziałam delikatne rumieńce na policzkach Włoszki. Cóż… równie dobrze to może nie znaczyć nic, więc nie chcę bawić się nawet w domysły.
Wchodząc na halę odczuwałam niemałą satysfakcję na widok mojego byłego szefa, który musiał użerać się z jakąś niedoświadczoną dziewczyną. Posłałam szeroki uśmiech Nikoli, gdyż to z nim właśnie wkroczyłam na teren Podpromia. Kilka fanek uraczyło mnie spojrzeniami pełnymi zawiści. Och, weźcie się wypchajcie.

#Zoe
- Jochen, chyba musisz iść się rozgrzewać... – stwierdziłam, pocierając nerwowo swoją szyję. Niemiec opierał się o bandy reklamowe, a jego twarz znajdowała się bardzo blisko mojej. Nie żeby mi to jakoś przeszkadzało, ale... Nie chciałam się znaleźć w jakiejś pomeczowej galerii, a fotografów dookoła było mnóstwo. Odruchowo poprawiłam bransoletkę na lewym nadgarstku. – Trener się wymownie na nas patrzy.
Wywrócił teatralnie oczami, po raz kolejny mierząc mnie wzrokiem. Już parę razy stwierdził, że bardzo ładnie wyglądam w jego koszulce, a teraz uznał tylko, iż nie spodziewał się mnie tu dziś zobaczyć i chce się nacieszyć moim widokiem. Spuściłam wzrok pod jego wesołym spojrzeniem. Pocałował mnie jeszcze w policzek i oznajmił, że idzie. Westchnęłam i ruszyłam w stronę Malwiny, która siedziała już na swoim krzesełku.
- Trzymam kciuki, żeby wygrali, tym razem z dwóch powodów – powiedziałam i puściłam do niej oczko. Gdyby aktualnie coś piła, pewnie by się zakrztusiła, a w tym przypadku tylko wytrzeszczyła oczy.
- Ja już żałuję, że mu to zaproponowałam – westchnęła. W zasadzie odważyła się to zrobić przez moje ględzenie o tym, żeby dała szansę Nikoli, bo on jej nie skrzywdzi, a jego oferta wypłynęła z dobrego serca. Szturchnęłam ją w bok i pokazałam jej zdjęcie roześmianego Kovacevicia, które udało mi się zrobić chwilę wcześniej moim Nikonem.
- No patrz, jak on ślicznie wygląda! – rzuciłam z szerokim uśmiechem. Malwina zmrużyła oczy i spojrzała na mnie wzrokiem mordercy.
- Zajmij się swoim facetem – burknęła. Parsknęłam śmiechem i pokręciłam głową. Dźgnęłam ją w bok, a ona pisnęła, ale nie pozostała mi dłużna. To była taka przyjacielska szamotanina, która nie skończyła się dobrze. Przynajmniej nie dla mnie. – Ojoj...
Oczy Malwiny wędrowały po kuleczkach bransoletki, które jeszcze wcześniej osłaniały mój nadgarstek, a teraz spadały to na moją torebkę, to na podłogę hali. Nie to jednak było najgorsze. Niemal słyszałam, jak wstrzymuje oddech, i wtedy się zorientowałam, w jakim punkcie ostatecznie utkwiła swój wzrok.
Zaczerwieniłam się, nie patrząc w jej stronę, i zagryzłam nerwowo wargę, szybko naciągając rękawy czarnego sweterka. Chciałam udawać, że nic się nie stało, ale Malwina mi na to nie pozwoliła.
- Zoe... – zaczęła cicho, patrząc na mnie zszokowana. – Co to jest?
- Nic – mruknęłam, bojąc się spojrzeć w jej oczy. Zadrżała mi dolna warga. Przełknęłam ślinę, powstrzymując łzy przed napłynięciem do moich oczu. Ostrożnie schyliłam się, by w miarę możliwości pozbierać rozsypane kuleczki.
- Chciałabym pomóc.
- A ja nie chcę pomocy.
Wiem, że mogłam ją trochę urazić, ale nie byłam przygotowana na poważną rozmowę. Tu, na Podpromiu? Niemożliwe. Siedziałyśmy więc w milczeniu, nie odzywając się do siebie do końca meczu (czyli do porażki Resovii).

#Malwina
Przez cały mecz siedziałam na swoim miejscu, jak struta. Nie byłam w stanie cieszyć się ze zdobytych punktów Resoviaków, którzy swoją drogą, mogli zdecydowanie lepiej się postarać w tym meczu. Koniec końców przegrać w tie-breaku, to chyba i tak porażka. Spoglądając na elektroniczną tablicę miałam ochotę zacząć śmiać się oraz skakać z radości. Szybko się opamiętałam. Po pierwsze: przeszło mi patrząc na przygaszoną Zoe. Po drugie: przeszło mi widząc, że Nikola nie jest już tak samo szczęśliwy jak jeszcze dwie godziny temu. Położył się na parkiecie na pomeczowe rozciąganie, ale na jego ustach nie było już szerokiego uśmiechu. Nic dziwnego. On przegrał podwójnie. Nie dość, że mecz, to jeszcze nie wprowadzę się do jego domu. Gdyby tylko trener dał mu trochę więcej czasu na boisku… Nie! Tak jest dobrze. Ja zostanę w swoim mieszkaniu, a on może wreszcie rozejrzy się za jakąś inną dziewczyną, która przyjmie pełen wachlarz jego zalet.
Podniosłam się z miejsca, przecisnęłam przez tłum kibiców i podeszłam do barierki, przy której stał ochroniarz. Próbowałam jakoś go przekonać, by pozwolił mi podejść do Nikoli, ale nic z tego. Cóż mi było po oryginalnej koszulce Kovacevicia? Ona nie dawała przepustki na zaplecze. Tkwiłam więc cierpliwie wśród głośnych fanek, aż wreszcie Serb raczył mnie zauważyć. Przeprosił dwójkę kolegów z przeciwnej drużyny i ruszył w moją stronę. Rzecz jasna fani natychmiast postanowili wykorzystać tą chwilę. Nikola machnął kilka autografów, by wreszcie wyciągnąć dłoń w moją stronę. Wchodząc na parkiet, posłałam ochroniarzowi tryumfalny uśmiech.
- Chodź, komuś ciebie przestawię – rzucił grobowym tonem. To nie była jeszcze odpowiednia chwila na rozmowę o postawionym przeze mnie ultimatum. Podążyłam więc posłusznie za Serbem. Nie przeszkadzało mi nawet, iż ściska kurczowo moją dłoń, a nasze palce jakoś tak odruchowo splotły się ze sobą.
- Niko, czyżbyś wreszcie zechciał pochwalić się swoją dziewczyną? – Zapytał ciemnowłosy siatkarz Skry z numerem czternaście na koszulce. Przyznać trzeba, że uśmiech to ma piękny.
- Malwina, to Aleks – wskazał tego ciemnowłosego – i Cupko – tym razem jego wzrok powędrował w stronę blondyna. – Kumple z mojej drużyny narodowej.
- Miło was poznać – rzuciłam z szerokim uśmiechem w stronę tej dwójki. Z chęcią bym uścisnęła ich dłoń, ale Nikola mi na to nie pozwolił. Chyba specjalnie tego nie zrobił.
- To kiedy ślub?
- Tak właściwie, to Malwina nawet ze mną nie mieszka i nawet nie jesteśmy…
Jakoś tak nagle zrobiło mi się żal Nikoli, który z zażenowaniem przesuwał kciukiem po moich knykciach.
- Nikola, ale przecież po tym dzisiejszym meczu mieliśmy wszystko zaplanować.
Okej, co mnie podkusiło, żeby to powiedzieć? Przynajmniej efekt był zadowalający. Kovacević uśmiechnął się szeroko, uśmiechnął się szeroko i nim zdążyłam cokolwiek zrobić – pocałował mnie. I nie był to zwykły, grzeczny pocałunek. Nikola wpił się zachłannie w moje usta, a ja nie potrafiłam mu się oprzeć. Wspięłam się na palce, zarzucając ręce na jego kark. Dawno już nie czułam się tak fantastycznie.
- A teraz ogłaszam was mężem i żoną – oznajmił radośnie Krzysiek Ignaczak, skacząc dookoła. Chyba jednak nie powinien być taki wesoły, skoro jego drużyna przegrała mecz, prawda?
Odsunęłam się od Nikoli z cieniem uśmiechu na ustach oraz szkarłatnymi rumieńcami na policzkach.

#Zoe
Przycupnęłam na schodach, z uśmiechem spoglądając na Malwinę i Nikolę. Cieszyłam się z tego, że w końcu coś się między nimi wydarzyło. Może Malwa miała jednak zamiar wprowadzić się do Serba? Hm, kto wie.
- Ciocia Zosia! – Pisk Dominiki, która biegła w moją stronę, wyrwał mnie z zamyślenia. Dziewczynka pokonała kilka schodków i z impetem wpadła na moje kolana, obejmując mnie za szyję i ściskając mocno. Uśmiechnęłam się mimowolnie i pogładziłam dłonią jej jasne włoski. Dostrzegłam postać zmierzającą w naszą stronę i na krótką chwilę zdrętwiałam, bo zrozumiałam, kto to jest, ale na widok ciepłego uśmiechu widniejącego na twarzy kobiety przeszło mi całe zdenerwowanie.
- A więc ty jesteś Zoe – powiedziała, siadając obok mnie i patrząc na swoją córeczkę. Powoli pokiwałam głową. – Jestem Iwona.
- Miło mi panią poznać – odparłam, a ona skrzywiła się momentalnie.
- Nie mów do mnie „pani”. Czuję się staro, nawet z „wiecznie młodym” mężem u boku – rzuciła. Roześmiałam się i na moment między nami zapadła niezręczna cisza. – Dziękuję ci.
- Za co? – spytałam, mrugając oczami. Dominika marszczyła nosek, słuchając nas, bo nic nie rozumiała z tej angielskiej paplaniny.
- Krzysiek mi opowiadał, że w jakiś sposób mu pomogłaś... Nam pomogłaś. Dziękuję – wyjaśniła, a w jej oczach widziałam, że naprawdę nie miała mi za złe tego, że zaprzyjaźniłam się z jej mężem. Nie była jedną z tych zazdrosnych, despotycznych żon. Ale jednak porządnie się wkurzyła, kiedy zorientowała się, że Igła może ją zdradzać (absurd!), co nikogo nie powinno dziwić.
- Niech pa... Nie dziękuj – mruknęłam, a Dominika z braku lepszego pomysłu pocałowała mnie w policzek. – Lubię pomagać.
„Gorzej, jeśli to się źle na mnie odbija” – dodałam w myślach. Uścisnęła moją dłoń i pochyliła się w stronę córki, by jej coś powiedzieć, ale przerwał jej pewien dwumetrowiec wołający mnie po imieniu.
- Zo! – Jochen podszedł do nas i przykucnął przede mną, obejmując wzrokiem moją sylwetkę i siedzącą mi na kolanach blondyneczkę. – Do twarzy ci.
Zachłysnęłam się powietrzem, kiedy dotarło do mnie, o czym on mówi. Na moje policzki wstąpił rumieniec. Spuściłam wzrok, a Iwona, jakby wyczuwając napięcie, zostawiła mi Dominikę i ulotniła się, na pożegnanie puszczając jeszcze do mnie oczko. Niemiec zaś uniósł dłoń i zaczął okręcać sobie pukiel moich włosów wokół palca, wpatrując się we mnie intensywnie.
- Matczyny instynkt? Można na to coś zaradzić – stwierdził i wyszczerzył się. Puknęłam go w czoło.
- Odwal się – burknęłam, obrażając się jak mała dziewczynka. Szatyn usiadł obok nas na schodku. Widziałam, jak spogląda w stronę Kovacevicia i jego... hm, dziewczyny? Nie wiem, czy mogę to już tak nazwać. Musiałabym spytać Malwiny.
- Wreszcie się zeszli – powiedział, otaczając mnie ramieniem.
- Zauważyłam – prychnęłam.
- Nie bądź zła. Przecież ja sobie tylko żartuję – szepnął. Uniósł palcem mój podbródek i przytknął swoje ciepłe wargi do moich. Szybko się odsunęłam od niego.
- Hej! Nie gorszmy dziecka!
Dominika, jakby rozumiała, co ja mówię, wyciągnęła małą rączkę w kierunku twarzy Niemca i z całej swojej siły uderzyła go w nos. Wybuchłam śmiechem na widok jego miny, a dziewczynka objęła mnie ponownie za szyję i posłała siatkarzowi spojrzenie mówiące mniej więcej tyle co: „spadaj, ciocia jest tylko moja”.
Wstałam i pomogłam jej zejść po schodkach, zostawiając Jochena w tyle.

- Chocz, Dominika – powiedziałam powoli. – Idziemy... – zawahałam się na chwilę. – Idziemy szukamy tata.